Guilty pleasures, czyli moje grzeszki kulinarne

By Sierpień 28, 2012 Luty 7th, 2017 felietony i opowieści, Mix
Rajskie Jabłka Dom Gościnny na Dolnym Śląsku

Guilty pleasures – nie wypada mówić o nich głośno, żeby nie zostać posądzonym o brak dobrego smaku. A przecież każdy się jakimś oddaje, mogę się założyć, ale nie każdy się do tego przyzna. W towarzystwie, przed znajomymi, nawet przyjaciółmi a czasem i przed samym sobą. Ponieważ z wiekiem coraz mniej zależy mi na tym, co sobie o mnie pomyślą inni, opowiem o moich wstydliwych przyjemnościch. Ale tylko kilku. I tylko kulinarnych. Oto one:

 

Guilty pleasures

 

1. Koreańskie nudle błyskawiczne

Koniecznie koreańskie, nie chińskie, tajskie, czy wietnamskie (a trochę ich próbowałam). Z kimchi ramyeon na czele. Zawsze mam kilka paczek w domu. Przez większość czasu leżą sobie spokojnie, choć nie za długo, bo koreańskie zupki mają zadziwiająco krótki okres przydatności do spożycia. Leżą i czekają, aż najdzie mnie na nie ochota. A gdy już mnie nachodzi, jest nie do opanowania. Moją słabość najwyraźniej podzielają miliony Koreańczyków, co jest o tyle dziwne, że dla nich dbanie o zdrowie i zdrowe odżywianie, to niemalże narodowy sport. A jednak kupują je i, jak się domyślam – zjadają, w ilościach hurtowych.

Ramyeon zjadam nie tylko „prosto z paczki”. Czasem dodaję do nich świeże warzywa, grzyby, zioła, tofu itp. Ale to już jest całkiem przyzwoity obiad, a więc i temat na inną opowieść.

Guilty pleasures - "chińska" zupka

2. Smażone skrzydełka z kurczaka

W czasach świetności usenetu, nie było tygodnia, żeby na grupie pl.rec.kuchnia nie pojawiła się prośba o przepis na kurczaka jak z KFC.  Jednych denerwowało, że nowym nie chce się korzystać z wyszukiwarki, dla innych odpowiadanie na nie było poniżej godności. Ja jestem zdania, że nawet najgorszy smażony kurczak i  tak będzie bardzo dobry. Można go kupić w pierwszym lepszym fastfoodzie, można zrobić z przepisu Thomasa Kellera. Albo tego, który jest na blogu. Palce lizać!

Guilty pleasures - skrzydełka z kurczaka

3. Frytki

Frytki nie muszą od razu oznaczać fastfoodowego jedzenia, co pokazał chociażby niejaki Heston Blumenthal. Lubię je wszystkie. I te chrupiące na zewnątrz a miękkie w środku, i te… mniej udane.

Z rozrzewnieniem wspominam pierwsze polskie budki z frytkami. Pakowano je do brązowych papierowych torebek, podawano przez okienko, a przy okienku stała sól, w słoiczkach z nakrętką podziurawioną chałupniczym sposobem. Frytki te szybko zmieniały się z chrupiących w miękkie flaczki, ale wyjadałam zawsze z ogromną przyjemości, co do ostatniej.

Guilty pleasures - frytki



4. Czekolada – ale tylko mleczna i biała

Podejrzewam, że o ile prawdziwi smakosze mogliby mi jeszcze darować miękkie frytki, smażone skrzydełka i zupy zalewajki, o tyle zupełny brak entuzjazmu dla ciemnej czekolady przekreśli mnie w ich oczach ostatecznie. Co poradzę, taką czekoladę uznaję wyłącznie w wypiekach lub „rozcieńczoną” – w lodach, musach i kremach. Z tabliczkowych najbardziej smakuje mi mleczna, niekoniecznie najwyższej jakości i biała, w oczach wielu niegodna nawet miana czekolady.

Guilty pleasures - czekolada mleczna i biała

5. Karmelowe frappuccino

Z pewnej sieci coffee shopów. Owszem, wiem, że to napój kawowy, a nie kawa. Że jest straszliwie słodki i ma milion kalorii. Nawet jeśli ostatnim razem zasłodziłam się nim prawie na śmierć, wiem, że wcześniej, czy później znowu skusi mnie karmel i bita śmietana.

Guilty pleasures - karmelowe frappuccino

Podzielicie się ze mną swoimi grzeszkami kulinarnymi? Tu, w komentarzach, albo na swoich blogach? Będę wdzieczna za każdy jeden grzeszek. W grupie raźniej 😉

Save

Save

25 komentarzy

Leave a Reply

© 2018 Magazyn Kuchenny